Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Najgorszy dzień w życiu pewnej kobiety…

 Ewangelia Jana 8 (1-11) opowiada nam historię o kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie. Uczeni w piśmie i faryzeusze przyprowadzili ją do Jezusa, po tym, gdy złapali ją na gorącym uczynku. Mogę sobie tylko wyobrazić z jakim triumfem, zadowoleniem i błyskiem w oczach prowadzili ją, zapewne nie szczędząc jej przy tym przykrych uwag, wyzywając od najgorszych. Możliwe, że straszyli ją czekającą ją śmiercią przez ukamienowanie, bo tak nakazywało im prawo. Wyobrażam sobie, że szarpali nią, bili, pokazując tym samym, że w ich oczach jest nic nie warta. Szła w poszarpanych ubraniach, z rozpuszczonymi włosami i ze spuszczoną głową. Wywlekli ją siłą, osaczyli i prowadzili na sąd. Zastanawia mnie to, skąd wiedzieli, gdzie ją można znaleźć? Przecież nie cudzołożyła na ulicy? I gdzie mężczyzna, który z nią uprawiał nierząd? A może to jeden z tych, którzy ją prowadzili? Czy i ten mężczyzna nie powinien ponieść kary?

Nasz Pan Jezus doskonale wiedział, co było w sercach tym oprawców. Przyprowadzili tę kobietę przed Jezusa. Zebrał się tłum, było mnóstwo ludzi dookoła…  Jezus nie mówił nic, tylko pisał coś palcem po piachu, jakby dawał wszystkim czas, by ochłonąć. Faryzeusze i uczeni w piśmie naciskali, napierali i zaczynali jeszcze głośniej krzyczeć: „Mojżesz kazał nam TAKIE kamienować”! (J8:5). Domyślam się, co musiała czuć w tym momencie ta kobieta… zapewne brakowało jej tchu. Zaraz miał paść wyrok jej śmierci i za kilka chwil miała poczuć potworny ból uderzających w jej ciało i głowę kamieni. Wiedziała, że umrze w męczarniach. Tymczasem Jezus zwrócił się NIE do niej, a do faryzeuszy i uczonych w piśmie „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem. „(J 8:7). I nagle nastąpił wielka cisza. Już nikt nie krzyczał. Już nikt jej nie wyzywał, już nikt nie domagał się śmierci tej kobiety. Ruszyło ich sumienie i odeszli. Jeden po drugim, aż nie było nikogo.

Został Jezus i ta kobieta. I tutaj się zadziały niesamowite rzeczy. Ku jej ogromnemu zdziwieniu Jezus jej nie potępił! Nie wytykał jej grzechu! Jej brudnej przeszłości!  Jedyne, co ona usłyszała to:

„I ja ciebie nie potępiam. Idź i już więcej nie grzesz.” (J 8:11)

Od tamtej chwili kobieta ta była wolna od swoich oprawców, darowano jej życie, dostała nowy start. Spotkanie z Jezusem zmieniło wszystko.

Jej najgorszy dzień w życiu stał się najlepszym dniem jej życia.

W tej historii niesamowite jest to, że ta kobieta nie szukała Jezusa, On sam ją znalazł i uwolnił. Ilekroć czytam tę historię, napełnia mnie ona jeszcze większą miłością i wdzięcznością do mojego Pana Jezusa Chrystusa. Za to, że nie ma tak czarnej ciemności, tak brudnej przeszłości i tak beznadziejnej beznadziei, której mój Pan Jezus nie mógłby anulować!

Myślę, że wiele z nas kobiet, przeżyło” najgorszy dzień w życiu”. Ten dzień, gdy zapanowała ciemność i brak nadziei. Tylko jeden wielki ból. Ten dzień, gdy nie miałaś siły, by podnieść głowę, bo wstyd i ból przygniatały ją do ziemi. Ten moment, gdy wszyscy byli przeciwko, kiedy czułaś się jakbyś była niczym. I w świecie ludzkiej sprawiedliwości, to rzeczywiście byłby koniec…

Ale nie z Jezusem! Spotkanie z Nim, to początek, nie koniec. (2Kor 5:17)

To spotkanie z Tym, który jest nadzieją. (Rz 15:13)

To spotkanie z tym, który wszystko czyni nowym, a przeszłości nie wspomni już nigdy więcej (Hbr 10:17)

To spotkanie z tym, który ukochał mnie i ciebie tak bardzo, że umarł za nasze grzechy, gdy jeszcze nie chciałybyśmy mieć z Nim nic wspólnego. (Rz 5:8)

Ten, który ma moc zmienić twoje przekleństwo w błogosławieństwo. (PwP 23:5)

To ten, który podnosi twoją głowę. (Ps 3:3)

 Bo gdy złożymy nasz „najgorszy dzień” w ręce tego, który jest Stwórcą dnia, to mimo bólu i łez, możemy być pewne, że przeprowadzi nas przez każdą dolinę (Ps 23:4).

Może ty dzisiaj utożsamiasz się z kobietą z tej historii. Możliwe, że jesteś pogubiona, uwikłana w grzech, niewidząca wyjścia, potępiona i odrzucona przez wszystkich. Nie rozpaczaj…jest wyjście. To Jezus Chrystus! Nie zwlekaj, tylko zawołaj do niego już teraz.

A może odeszłaś od Boga. Twoja kiedyś gorąca do niego miłość, dawno ostygła, Biblię przykrył kurz i zabrnęłaś za daleko w relację z tym, co daje świat. Pamiętaj, że wielkie jest Boże miłosierdzie, a Jego litość odnawia się każdego poranka (Lam 3:22-23). Przyjdź do stóp Jezus i zacznij od nowa.

Ps 145:18  Bliski jest PAN wszystkim, którzy go wzywają; wszystkim, którzy go wzywają w prawdzie.

 

Maria Miedzianowska