Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Witajcie! Jestem Aldona i pragnę podzielić się z wami tym, w jak cudowny sposób Bóg mnie przemienił. Zacznę od faktu, że wychowywałam się mocno katolickiej rodzinie, mam tu na myśli “ważniejszy ksiądz niż Bóg”. Od dziecka wpajano mi ważność wieczornej modlitwy oraz niedzielnych nabożeństw. Innymi słowy spełniałam wolę swojej rodziny wbrew temu, co sama myślałam na temat kościoła.

Od młodych lat czułam, że to Bóg powinien być w centrum uwagi, a nie ksiądz, czy święty Mikołaj, czy też inni święci. Przez długi czas jednak, nie czułam potrzeby zagłębiania się w ten temat. W okresie gimnazjalnym mocniej zapragnęłam obecności Boga w swoim życiu, więc razem ze swoją babcią udałam się na mszę świętą do Obór i przyjęłam Szkaplerz, który wtedy był dla mnie symbolem oddania się Bogu. Wieczory spędzałam na modlitwach do różnych świętych, jednak w mszach niedzielnych nie było dla mnie czegoś, co sprawiało, że chciałam przy tym trwać. Innymi słowy, wiek nastolatki i chęć poznania świata zyskały przewagę.

Jako nastolatka nie wybierałam sobie odpowiedniego towarzystwa w szkole, i poza nią. To skutkowało nocnymi wyjściami, paleniem papierosów i piciem alkoholu. brnęłam w takie życie coraz bardziej.

W ostatniej klasie liceum miałam próbę samobójczą. To był dla mnie bardzo trudny czas. Moje “ja” uznało, że na zawsze będę już pogrążona w depresji. Ale nie! Bóg nie dość, że uratował mnie z rąk śmierci, to postawił na mojej drodze koleżankę z klasy, która siedząc na ławce na szkolnej przerwie, czytała Biblię. Tak właśnie! Wśród rówieśników, młodych buntowniczych ludzi, nie wstydziła się tego, że czyta Słowo Boże. Wywarło to na mnie ogromne wrażenie. Przed wejściem do klasy na lekcję zapytała się mnie, czy chciałabym spotkać się z nią po szkole by porozmawiać o Bogu, o Biblii. Na naszym spotkaniu dowiedziałam się wielu ciekawych różnić między kościołem katolickim, a protestanckim, jak i również tego, że zbawienia nie mam zagwarantowanego przez spełnianie dobrych uczynków “Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę, i to nie jest z was, jest to dar Boga. Nie z uczynków, aby nikt się nie chlubił.” Gal 2,8-9. Jak to? To zupełnie co innego niż to , czego uczono mnie do tej pory. Na koniec dostałam od niej Biblię, abym mogła w domu zagłębić się w słowa Boga. Uwierzcie mi, dziś uważam, że to była wspaniała, żywa, a przede wszystkim BOŻA interwencja w moim życiu. Jeszcze kilkanaście dni wcześniej, nie widziałam nic pozytywnego w swoim życiu, a po tym spotkaniu poczułam, że może jest jeszcze dla mnie nadzieja.

 

Był to styczeń 2017 roku, gdy  pierwszy raz pojawiłam się na nabożeństwie w protestanckim kościele. Gdy wtedy poznałam Pana Jezusa i jego słowo, czułam, jakbym odniosła życiowy sukces. Brakowało jednak w moim sercu prawdziwej pokuty. Chciałam jednocześnie żyć w dwóch światach, mieć Jezusa oraz nową, duchowa rodzinę i jednocześnie moje stare życie. Przez prawdziwy brak pokuty, słowa z 2Kor 5,17 “Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe”, nie do końca  odzwierciedlały moje wnętrze. Były chwile, gdy rzeczywiście myślałam, że podążam za Jezusem, a jakiś czas później, znów ulegałam pokusom. Sama siebie zwodziłam. teraz wiem, że nie przemieniłam się prawdziwie na nowo, a moja wiara była tylko zależna od moich emocji. I jak jest napisane w Jk 1,8 “Człowiek umysłu dwoistego jest niestały we wszystkich swoich drogach”, tak też się stało ze mną. Musiał nastąpić upadek przez takie dwojakie zachowanie. Oddaliłam się od Boga, poddałam się diabłu bez walki, a w liście do Galacjan 5,1 jest jasno napisane “Trwajcie więc w tej wolności, którą nas Chrystus wyzwolił, i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli” i co? Przegrałam. Płynęłam z prądem tego świata, chodziłam znów w ciemności, wchodząc w związek z niewierzącą osobą, której do pobożności było daleko. Bóg, nie wiedząc mi wtedy czemu, nadal czekał na mnie. Czekał cierpliwie i na różne sposoby próbował do mnie dotrzeć.

Aż w końcu na początku 2019 roku, gdy znalazłam się na samym dnie. Bóg wyciągnął do mnie swoją dłoń i podniósł mnie z bagna. Bóg ponownie pobudził moje serce do wiary. Zdałam sobie sprawę, jak wiele mogłam stracić (ŻYCIE WIECZNE W NIEBIE!) z powodu swojej lekkomyślności. Było mi wstyd… Co takiego może zaoferować mi ten marny świat? Chwilową radość, a potem strach? Jedną szaloną imprezę, a potem tygodnie wyrzutów sumienia? Związek bez żadnego solidnego fundamentu? To wszystko jest marnością! Musiałam sięgnąć dna, by móc wybić się wysoko ku Bożej miłości. Czym sobie jednak zasłużyłam na tą miłość? Pismo Święte, które przez wiele miesięcy parzyło mnie,  w końcu wydawałoby się, że aż krzyczy bym je wzięła. Moje oczy otworzyły się na to, jak wyglądał mój związek z chłopakiem. Zrozumiałam, że jestem pełna grzechu, który mnie zniewolił, i że sama się z niego nie uwolnię. Zaczęłam rozumieć, jak bezbożne był mój związek z tym chłopakiem i ogarniał mnie ogromny wstyd. Zaczęłam oddalać się od tego życia, a przybliżać się do Boga. Wróciłam do tamtego zboru, w którym byłam, zaczęłam na nowo czytać Biblię i uczestniczyć w studium biblijnym prowadzonym przez naszego pastora.

Czułam, że było to zupełnie inne spotkanie z Jezusem niż to niż sprzed 2 lat.  Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak wielkim grzesznikiem byłam i jak bardzo potrzebowałam Bożego przebaczenia i oczyszczenia z wszelkiego brudu. W gorącej modlitwie zawołałem do Boga, by przebaczył mi mój grzech i zapragnęłam od tej pory już żyć dla niego.

Bardzo trafił do mnie werset z Objawienia św. Jana 3,15-16 “Znam twoje uczynki: nie jesteś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący. A tak, ponieważ jesteś letni i ani zimny, ani gorący, wypluję cię z moich ust.” Ja przed swoim “upadkiem” byłam zdecydowanie letnia, a taka postawa nie podoba się Bogu na pewno – teraz to wiem – wiara musi wciąż być gorąca.  Zapragnęłam, by taka właśnie w końcu była moja wiara. Mój chłopak, nie wykazywał żądnej chęci zbliżenia się do Boga. Zaczęły pojawiać się problemy w związku, których wcześniej nie zauważałam…O wiele więcej zaczęłam dostrzegać swoje błędy wraz z moim wzrostem duchowym. Szczególnie zapadły mi w głowie słowa Jezusa z ewangelii Jana 15,4-5 “Trwajcie we mnie, a ja w was. Jak latorośl nie może wydawać owocu sama z siebie, jeśli nie będzie trwała w winorośli, tak i wy, jeśli nie będziecie trwać we mnie. Ja jestem winoroślą, a wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a ja w nim, ten wydaje obfity owoc, bo beze mnie nic nie możecie zrobić.”

To dzięki Bogu, Jego słowom, modlitwie, nabożeństwom, społeczności z innymi wierzącymi możemy wzrastać.

Gdy będziemy chcieli działać “na własną rękę” możemy odnieść klęskę, sami z siebie nie możemy wydać owocu!

Udało mi się zabrać swojego chłopaka na nabożeństwo, i na kolejne i kolejne, ale czułam, że robi to bardziej dla mnie, a nie dla siebie, a co ważniejsze dla Boga. Moje oczy, wiem to teraz, są zwrócone na Wszechmogącego Boga, a mój związek, w końcu końców, odniósł porażkę. Gdy zaczęłam mieć bliższą relację z Bogiem, moja relacja z chłopakiem zakończyła się. Bóg w Biblii ostrzega nas przed związkiem z niewierzącą osobą. Mi nie udało się nawrócić partnera i sprawić by zmienił prawdziwie swoje życie dla Boga. 

Na koniec pragnę przytoczyć jeszcze jeden werset, który zawiera bardzo ważne słowo ĆWICZ! 1Tm4,7-8 “Odrzucaj natomiast pospolite i babskie baśnie. Sam zaś ćwicz się w pobożności. Ćwiczenie cielesne bowiem przynosi niewiele pożytku, lecz pobożność do wszystkiego jest przydatna, gdyż zawiera obietnicę życia obecnego i przyszłego.”

Kimkolwiek jesteś i to czytasz pragnę być dla Ciebie żywym przykładem, że nie ma dla Boga na tyle ciemnej ciemności, że nie mógłby Cię z niej wyciągnąć.

AMEN!

Aldona Kraińska