Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

„Panie! Umiłowałem mieszkanie domu twego i miejsce przebywania chwały twojej.” Psalm 26, 8

Paradoksalnie, nigdy chyba nie robiłam tak mało dla Bożych spraw, jak wtedy, kiedy zostałam żoną tzw. misjonarza. Tak mi się przynajmniej wydawało.

Urodziłam się w rodzinie chrześcijańskiej, w której służba Bogu była jednym z priorytetów. I nie chodziło tu o enigmatyczne – „służba Bogu ” –  ale o konkrety: rozdawanie traktatów, kluby biblijne dla dzieci, obozy misyjne, służba w moim zborze. Odkąd pamiętam byłam osobą bardzo, bardzo zajętą w tej dziedzinie. A potem zostałam żoną…

Żoną człowieka, który miał i nadal ma ogromne brzemię w związku z tym, że jest tylu niezbawionych ludzi. Mój mąż i ja postanowiliśmy pojechać do Łodzi mówić ludziom o Panu Jezusie Chrystusie i założyć zbór dla tych, którzy mają Go za swojego Zbawiciela. Czyli, niejako miałam się zająć pracą dla Pana „zawodowo”.

Ale przez 10 lat więcej przebierałam pieluch i wycierałam zasmarkanych nosów niż zajmowałam się „prawdziwą” służbą dla Pana. W związku z tym, daleko mi było do odczuwania „romantycznych” porywów w służbie. Podeszłam więc do sprawy bardzo pragmatycznie. Jest, jak jest, robię to, co muszę.

Natomiast, tak jak, domyślam się, małżeństwo z rozsądku, nie przynosi pełnej radości i satysfakcji, tak samo służba Bogu z samego rozsądku nie jest chyba tym, co przynosi Bogu pełną chwałę. Myślę, że Bóg chce abyśmy kochali Jego sprawy i Jego dzieła.

Parę lat temu, kiedy byliśmy chyba w najtrudniejszym momencie naszej służby, postanowiliśmy nie rezygnować, a ja podjęłam decyzję dać z siebie Bogu więcej. Nim się obejrzałam, stwierdziłam ze zdziwieniem, że naprawdę kocham to, co robię. Zaczęłam kochać tę pracę, zanim tak naprawdę pojawiły się jakieś jej owoce. Bo to, jak się okazało, była kwestia serca.

Zastanawiałam się, co sprawiło zmianę mojego nastawienia i stwierdziłam, że zaczęło się to od mojej DECYZJI. Decyzji, że chcę służyć Bogu i wykonywać pracę dla Jego chwały. /” Musimy wykonywać dzieła tego, który mnie posłał, póki dzień jest…” Jan 9, 4 / Pamiętam moment, kiedy myślałam: Panie, chcę tak dla Ciebie pracować! Z takim nastawieniem!

Drugim etapem było poznanie, a właściwie ROZPOZNANIE, co jest i ma być służbą Bożą w moim życiu. /„Wielkie są dzieła Pana, Godne badania przez wszystkich, którzy je kochają” Ps. 111, 2 / Chciałam dowiedzieć się i dobrze poznać Boże zadanie właśnie dla mnie, w moich okolicznościach życiowych, z moją osobowością i możliwościami. Różne mamy dary i różne służby. Dobrze jest wiedzieć, jakie one są konkretnie w moim życiu.

Trzecim aspektem było danie z siebie 100%. /”…lecz jako słudzy Chrystusowi, którzy pełnią wolę Bożą z całej duszy ” Ef. 6, 6 / Całe serce, całe życie oddać służbie Bogu. Nie mówię tu o jakimś duchowym haju, ale o sumiennej, czasem ciężkiej pracy dla Pana wykonywanej najlepiej jak potrafimy.

Miłość do Bożej pracy była dla mnie kwestią serca, ale złożyły się na nią trzy aspekty: decyzja, poznanie oraz danie z siebie wszystkiego. Dziękuję Bogu za to, że On obiecał błogosławić i wynagrodzić wierną służbę Jemu.

Magdalena Riggs